Jadąc dzisiaj do Sosnowca przejeżdżałem koło Stawików... serce zabiło mi mocniej jak zawsze... chyba tak juz będzie do końca Świata i jeden dzień dłużej ;). Zatrzymałem autko w pobliżu i postanowiłem wybrać się na krótki spacerek.
Widok zaśnieżonego stawu i okolicy był niesamowity. Od razu powróciły dawne wspomnienia. Jacyś ludzie na samym środku zamrożonego akwenu wiercili przeręble - zapewne wędkarze, jakiś biegacz z kominiarką na twarzy minął mnie w swoim pędzie, a wokół... cicho i biało. To jakby zupełnie inna bajka :). Latem bywa tu zupełnie inaczej - słychać ptaki, dzikie kaczki pływają po wodzie, a wieczorami... światła bloków odbijają się w tafli stawu :).
Myślę, że tęsknota za tamtymi chwilami pozostanie we mnie już na zawsze... tym żywsza, im częściej będę bywał w pobliżu.
środa, 29 grudnia 2010
poniedziałek, 27 grudnia 2010
niedziela, 26 grudnia 2010
Z wizytą świąteczną.
Planowałem cały dzień przeleżeć w łóżku, ze względu na podłe uczucie zaraz po przebudzeniu, że "coś mnie bierze"... ale po śniadaniu i porannej kawie było już lepiej. Zadzwoniłem więc do matki swojego chrześniaka żeby zapowiedzieć się z wizytą. Tym razem chrześniak dostał "żywą" gotówkę ;) Stwierdziłem, że nie będę już w ciemno kupował książki - jeśli zechce sam sobie jakąś kupi, lub wyda forsę na zupełnie coś innego.
W domu mojego chrześniaka i jego mamy jak zwykle specjalnością świątecznego dnia były ryby opiekane w zalewie octowej - pychaaa :). Domowej roboty ciasta no i śląski szałot :). I tak przy smacznym jedzonku i miłej rozmowie upłynęło 6 godzin - całkiem przyjemnie upłynęły :).
Świetnie, że ktoś kiedyś wpadł na wspaniały pomysł świątecznych spotkań rodzinnych :).
W domu mojego chrześniaka i jego mamy jak zwykle specjalnością świątecznego dnia były ryby opiekane w zalewie octowej - pychaaa :). Domowej roboty ciasta no i śląski szałot :). I tak przy smacznym jedzonku i miłej rozmowie upłynęło 6 godzin - całkiem przyjemnie upłynęły :).
Świetnie, że ktoś kiedyś wpadł na wspaniały pomysł świątecznych spotkań rodzinnych :).
sobota, 25 grudnia 2010
Dar.
Kochanie, czy nie rozumiesz, czuję się tak nieswojo
Pokój jest pełen ciszy i tak trudno oddychać
Zabierz tę złotą klatkę bólu i uwolnij mnie
Ściągnij ze mnie szatę wstydu – nigdy nie należała do mnie
Nigdy nie należała do mnie…
Muszę stąd wyjść, poza opary dymu
Ponieważ nie potrafię dalej funkcjonować w tym samym, chorym żarcie
Wydaje się, że nasze życia przyjęły zupełnie odmienną drogę
Kiedy dałeś mi ten bezcenny dar
Dałeś mi dar…
I skoczyliśmy z naszych skał
By odkryć prawdę o nas samych
I spadliśmy z naszych drzew
Spadliśmy z naszych drzew…
I prawie potrafię…
Prawie potrafię usłyszeć krople deszczu
Nie wiesz, że to niesamowite uczucie ?
Niesamowite uczucie…
Więc wyjdźmy na deszcz raz jeszcze
Tak, jak kiedyś powiedzieliśmy sobie, że zawsze będziemy to robić
The Gift, Annie Lennox
Pasterka.
Jak co roku - moja własna, mała tradycja :) - na pasterkę pojechałem do kościoła św. Anny w Nikiszowcu. Ta dzielnica Katowic to jakby serce śląskości w pigułce... stare, gornicze osiedle familoków z charakterystycznymi czerwonymi obramowaniami okien, przewiązkami nad uliczkami. Punkt centralny osiedla stanowi właśnie piękny budynek kościoła. I nie jest to bynajmniej żadna reklama :)... po prostu nostalgia za moją Małą Ojczyzną, Śląskiem.
zainteresowanych odsyłam do fotek:
http://www.sw-anna.wiara.org.pl/tresc.php?tresc=fotogaleria&Wybr=6&rodzic=0&NrM=1
http://www.nikiszowiec.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=20&Itemid=20&lang=pl
zainteresowanych odsyłam do fotek:
http://www.sw-anna.wiara.org.pl/tresc.php?tresc=fotogaleria&Wybr=6&rodzic=0&NrM=1
http://www.nikiszowiec.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=20&Itemid=20&lang=pl
piątek, 24 grudnia 2010
Wigilia 2010.
Kolejny raz Jezus rodzi się w naszym własnym Betlejem, kolejny raz czekamy na pierwszą gwiazdkę, po raz kolejny łamiemy się opłatkiem... raz jeszcze z nadzieją spoglądamy w okno...
ŻYCZĘ WSZYSTKIM ZDROWYCH, RADOSNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA.
ŻYCZĘ WSZYSTKIM ZDROWYCH, RADOSNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA.
czwartek, 23 grudnia 2010
...
Dowiedziałem się, że mój dawny szkolny kolega powiesił się. Osierocił troje dzieci. Powód ? Był zadłużony w kilku bankach, załamał się wysokością spłat, nie podołał psychicznie... Jak bardzo trzeba stracić nadzieję, żeby odejść w taki sposób, zostawić najbliższych ?
A po drugiej stronie rzeczywistości... uśmiechnięta pani siedząca przy stole w sympatyczny sposób przedstawia w samych superlatywach wizje pożyczenia tych "ledwie" kilku tysięcy złotych na - oczywiście, "wyjątkowy" procent... W morzu "atrakcji na wyciągnięcie ręki" ginie gdzieś cichym echem zdanie : "comiesięczna spłata rat".
Pani z banku będzie miała zapewne udane święta - premia w zależności od "złowionych" klientów.
Mój dawny kolega pewnie gdzieś tam, nie wiadomo gdzie...
Jego dzieci i żona, matka sami.
Panie , wybacz mu, wybacz nam wszystkim...
A po drugiej stronie rzeczywistości... uśmiechnięta pani siedząca przy stole w sympatyczny sposób przedstawia w samych superlatywach wizje pożyczenia tych "ledwie" kilku tysięcy złotych na - oczywiście, "wyjątkowy" procent... W morzu "atrakcji na wyciągnięcie ręki" ginie gdzieś cichym echem zdanie : "comiesięczna spłata rat".
Pani z banku będzie miała zapewne udane święta - premia w zależności od "złowionych" klientów.
Mój dawny kolega pewnie gdzieś tam, nie wiadomo gdzie...
Jego dzieci i żona, matka sami.
Panie , wybacz mu, wybacz nam wszystkim...
Subskrybuj:
Posty (Atom)