środa, 3 sierpnia 2011

Post Factum.

Minęło... urodzinki Królowej Matki urządzone w Koszarawie, codzienne deszcze padające w dolinie Jałowca (ech, ten klimat "Doliny Muminków w listopadzie" ;).). Na samotne wędrówki beskidzkimi szlakami mam jeszcze nadzieję - jak tylko (jeżeli tylko) poprawi się pogoda. Tymczasem korzystając z dobrodziejstwa czterech kółek i piątego jako kierownicy byłem tu i ówdzie - odwiedziłem skansen w Jabłonce, przejeżdżając przy okazji przez Przełęcz Krowiarki. W drodze powrotnej przez Maków Podhalański wstąpiłem do tamtejszego sanktuarium, gdzie znajduje się obraz Matki Boskiej Makowieckiej ukoronowany przez JP II bodajże w 1979 r.





środa, 20 lipca 2011

Drogi panie Murdoch... protest song Rogera :).

Ciastka za szybą.

Bywa tak, że objadasz się nimi w kółko. Czasami jednak stwierdzasz, że jedyne co ci pozostało to spoglądanie na nie zza szyby, gdzieś z bezpiecznego emocjonalnie miejsca. Po co pozwalać sobie na rozczarowanie po raz tysiąc dwieście pięćdziesiąty piąty ( z lekką przesadą). Ciastko pozostanie ciastkiem...

niedziela, 17 lipca 2011

Dziesięć lat temu, w styczniu...

Nie wiem dlaczego wracam do tej chwili. Pewnie reakcja po piwie... Mroźny, styczniowy wieczór, wzgórze, Ty. Śmiech dzieci dochodzący z daleka. Gapiliśmy się przed siebie w ciemność i śnieg. A potem gdy wracaliśmy... Są chwile dla których warto żyć, nawet jeśli cokolwiek dziwne jest życie :).

środa, 13 lipca 2011

Hmmm... (któreś tam z kolei, ale kto by je liczył).

W sumie miałem tysiące pomysłów na dzisiejszy wpis, ale wszystkie gdzieś uleciały. Nie wiem, może ze względu na upał, a może z zupełnie innych powodów (na przykład moja niechęć do niektórych osób. Tak, zdecydowana niechęć :> ). Więc może po prostu, tak zwyczajnie odłożę pisaninę na późniejszy czas. Prędzej czy później coś zakiełkuje ;).

P.S. a przy okazji wrzucam kilka fotek, które zrobiłem w Wygiełzowie (zamek w Lipowcu). Takie tam, przypadkowe podczas drogi powrotnej z Balic, dokąd odwiozłem Julię i jej "wapniaków".




piątek, 8 lipca 2011

Czar letnich piątkowych popołudnio-wieczorów :).

Hmmmm... prawie cisza, śpiew ptaków, zapach i zieleń soczystej trawy tuz pod nosem :). Krótki spacerek do sklepu, a później koniec dnia - zachód słońca i czerwień nieba, duże Tyskie przyjemnie uderza do głowy... :). No i gdzieś tam na półce niewinnie leży sobie czekając Proust. Fajnie, że bywa lato :).

środa, 6 lipca 2011

A to tylko drugi tydzień lipca...

Pogoda taka sobie (choć dzisiaj ciut lepsza), humor nie dopisuje, na dodatek brak porozumienia z bratem... dzisiaj czekałem a autobus w dość znanym z "nieciekawości" miejscu, kiedy podszedł do mnie jeden z "bawiących" sie nieopodal pijaczków ... przybijając mi "piątkę". Byłem tak zaskoczony, że odwzajemniłem gest... Chwile później stojąc już w publicznym środku transportu znanym pod nazwą "autobus" stwierdziłem, że ludźmi tak naprawdę jestem zmęczony. Kilka godzin wcześniej telefon "nie uzupełnił pan dziennika zajęć dodatkowych, proszę przyjechać jak najszybciej!". Wszyscy czegoś ode mnie chcą, otaczają mnie... a ja marzę o cholernej chwili samotności, echh...