poniedziałek, 7 lutego 2011

Dawno nie odwiedzane wzgórze.

W sobotę wybrałem się na spacer. Było po szesnastej, niebo - chociaż zachmurzone, różowiło się na horyzoncie... pomyślałem o wzgórzu. Tak dawno tam nie byłem, no i ten widok... :). Za bardzo jednak wiało (hmmm, świst wiatru to jeden z najpiękniejszych dźwięków natury), zrezygnowałem. Może w najbliższych dniach będzie okazja.

sobota, 5 lutego 2011

Szklanka Johny'ego Walkera.

Mała szklaneczka i każdy por ciała traci napięcie. Można cofnąć się do spraw minionego tygodnia i spojrzeć na nie z dystansu, dostrzec to i owo, czego nie widziało się w pospiesznie podejmowanych decyzjach. Czasami można spojrzeć nawet jeszcze dalej, tyle tylko, że to takie niemodne...

czwartek, 3 lutego 2011

Gdzieś tam...

Bardzo, bardzo niskie upadki.

Znowu chciałbym uciec i schować się za wystarczająco gruba kotarą. W pewnym stopniu to męczy - jakaś cząstka mnie będzie istnieć w niezmienionym kształcie i powodować kolejne ucieczki. Do końca świata i jeden dzień dłużej.

sobota, 29 stycznia 2011

Love of my life...

Bez żarówki całkiem źle.

No i stało się. Lewe "oko" mojej kochanej dziewczynki ( chodzi oczywiście o moje zgrabne , malutkie autko ;) ) po miesiącu "przymrużenia", tzn słabego świecenia na pół gwizdka w końcu całkowicie zgasło... Odkryłem to akurat w momencie planowanej eskapady na zakupy. "No trudno" - wyrwało mi się, wsiadłem i pojechałem z nadzieją, że aż po sam kres krótkiej podróży nie spotka mnie żadna niespodzianka w postaci wieczorno - nocnego patrolu drogówki... No i oczywiście, jadąc tak, a raczej błądząc po omacku w ciemnościach z jedną działającą lampą zobaczyłem przed sobą rezolutnie machającego charakterystycznym, podświetlanym lizakiem pana policjanta. Kiedy opuściłem szybę w drzwiach z myślami o skutecznym uniknięciu mandatu, najlepiej "na litość", młody pan mundurowy przywitał się i kazał dmuchnąć w jakiś dziwny, biały lejek, tłumacząc to kontrolnym badaniem trzeźwości... kiedy tylko dmuchnąłem, przypomniało mi się, że przed wyjściem użyłem płynu do ust. Pełen obaw, że wspomniany "specyfik" może zafałszować wynik pomiaru już chciałem wspomnieć o tym policjantowi, kiedy ten na szczęście powiedział "wynik ujemny, dziękuję. Dobranoc". To była chyba najszybsza kontrola drogowa jaką kiedykolwiek miałem "szczęście" doświadczyć.

W tesco trafiłem na dział żarówek samochodowych, martwiąc sie ogólnym faktem, że jest ich od groma... na dodatek żadna z nich za cholerę nie pasowała do uprzednio wykręconej przeze mnie z samochodu. Dopiero po dłuższym czasie wkurzania się i wymyślania na czym świat stoi dostrzegłem, że trzymam obiekt zainteresowania z zupełnie innej strony, niż umieszczone w pudełkach jego "zdrowe" odpowiedniki... i w momencie okazało się, że jednak tez żarówki są bardzo do siebie podobne, a nawet takie same jak moja własna.

Oczywiście - zapomniałem o połowie rzeczy, z myślą o których wybrałem się na za zakupy. Ale co tam - nadal jestem wrogiem sporządzania list zakupowych. Najważniejsze, że siedząc w ciepełku własnego autka, słuchając melodyjnej "trójki i zajadając się mleczną milką, wracałem do domku z jasno oświetloną drogą przed oczami :).

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Znowu sen.

Tym razem to mi się śnił...a w zasadzie śniła - jak zwykle uśmiechnięta, pełna życia, w ruchu. Oprócz mnie miała chyba jeszcze jednego gościa - ale nie pamiętam już kogo. Coś do mnie mówiła wskazując palcem, kiedy sięgałem do półki po jedną z książek. Zapamiętałem kolor okładki - fioletowy i tytuł. Książka dotyczyła reinkarnacji.

Babciu, ile razy mi się już śniłaś ? Te sny bywały takie realne... dopiero w kilka chwil po obudzeniu docierało do mnie, że przecież nie ma Cie od dziesięciu już lat... Jednak kiedy jesteś tam, w moich snach - wszystko wydaje się być tak bardzo naturalne, toczące się normalnym rytmem.