czwartek, 9 września 2010

Szaruga prawie jesienna...

Pada, pada, pada... wstac trzeba o 6, mimo to człowiek stara sie przeciagać moment otwarcia oczu tak długo jak tylko sie da. Pogoda oczywiście nie zachęca do jakichkolwiek przejawów aktywności. Krople wielkości grochu uderzaja rytmicznie w parasol, dach garażu a w końcu blachę samochodu. P)otem juz tylko rytmicznie usypiający dźwięk wycieraczek i... już w pracy. Dzieci też jest mało - deszcz naprawdę nie zachęca do wczesno porannych spacerów.

sobota, 4 września 2010

And whatever will be... will be...

Mała jasna lampka nadziei.

Mógłbym
Spytać samego siebie
Ile dni minęło
I gdzie podział się sens

Minione chwile
Kawałki zdjęć, drobne kawałki
Zaschnięta łza
Obok kropli życia

Pożółkłe jak liście
Wiersze i Twój list
(...)

Mógłbym
Dumać nad dalszym ciągiem
O tym
Żeby chwila trwała i trwała

Lub
Spojrzeć w dal
Na zachód
Znów tak bardzo czerwony
Jak wtedy

Mógłbym
Zasznurować swoje usta
By myśli i słowa
Już nigdy więcej
Nie rodziły się

Mógłbym
Tak trwać i trwać
W przestworzach własnych wspomnień
Kiedy nie ma już głębi

I pomimo tego
Co na zewnątrz
Ciemność i niewidzialne cienie
W moim sercu
Jak w pokoju

Mała, jasna lampka
Nadziei

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

C'est la vie...

Mimo że to jeszcze wciąż sierpień, a więc lato - w powietrzu czuć już pewna nostalgię nadchodzącej jesieni... Być może odpowiada za to deszczowa aura, zimno przenikające przez mury i okna, a może tęsknota za minionymi chwilami - leniwie sączącymi się dniami pod radośnie grzejącym słoneczkiem :).

Znowu przypomniały mi się rozdziały "Doliny Muminków w listopadzie", nawet przy odrobinie wyobraźni można dostrzec mglista sylwetkę Włóczykija smętnie wygrywającego smutne takty letniej melodii na swojej ustnej harmonijce... Ech, wszystko ma swój czas na tej magicznej planecie :).

niedziela, 29 sierpnia 2010

Oj, ale sie rozleniwiłem.

Przyznaję - straaasznie długo nie pisałem, z jednej strony korzystałem z wolnego czasu bycząc się na pięknym polskim łonie przyrody ;), na dodatek - pomijając fakt braku dostępu do internetu, załapałem takiego lenia, że kompletnie nic mi się nie chciało. Może to i dobrze, teraz zupełnie wypoczęty powinienem dostać dużego kopa do pracy - a pracy będzie, oj i to sporo. Obiecuję mimo wszystko jednak wpadać częściej na swojego własnego bloga :). 

A na koniec wakacji kilka fotek wspomnieniowych... jeszcze całkiem świeżych :)